Jak zostałem testerem 05: autor bloga

Do tej pory wolałem przepytywać innych doświadczonych testerów, a na zadawane mi tytułowe pytanie odpowiadałem zdawkowo. Ale w piątym odcinku cyklu “Jak zostałem testerem” przyszła pora na mnie. Nie jest to proste, bo miałem kilka ciężkich momentów. A poza tym nie lubię pisać o sobie. Jednak myślę, że z tej historii da się wyciągnąć kilka wniosków, które mogą być przydatne również Tobie.

 

Trudne początki

Kiedy po kilku miesiącach poszukiwań jakiejkolwiek pracy związanej z informatyką zostałem zatrudniony na stanowisku asystenta administratora IT w banku, byłem bardzo szczęśliwy. Wtedy, w 2002 roku, bezrobocie w Polsce oscylowało wokół 20% (dla porównania – obecnie wynosi niespełna 7%), a firmy technologiczne i internetowe, dotknięte kryzysem “dot-com’ów”, walczyły o przetrwanie i cięły koszty. Dlatego poszukiwanie pracy, nawet dla absolwenta kierunku z informatyką w nazwie, było procesem żmudnym i rozczarowującym. Plusem jest to, że ta sytuacja nauczyła mnie pokory, dzięki czemu na obecny boom na rynku IT patrzę ze spokojem i świadomością możliwych zmian trendu w przyszłości.

 

Zawód programista

Pierwsza praca w korporacji na pewno mnie rozwinęła, jednak w drugim roku rozwiązywania problemów ze szwankującymi pecetami i zaciętymi drukarkami zacząłem szukać bardziej wymagających zadań. Najlepiej w otoczeniu osób lepszych ode mnie w technologiach informatycznych. Dzięki temu, że stale rozwijałem po godzinach swoje umiejętności tworzenia stron i aplikacji www, pomyślnie przebrnąłem przez rekrutację w prestiżowym portalu internetowym. Dostałem pracę, o której marzyłem na studiach – stałem się programistą.

Szybko okazało się, że ta praca-marzenie miała też swoje gorsze strony, np. dominujące zadania utrzymaniowe i “uszczęśliwianie” użytkowników portalu poprzez codzienne dodawanie reklam (to zawsze było najpilniejsze). Mimo to pewnie kontynuowałbym karierę frontend developera, gdyby nie pewne zdarzenie sprzed tych 14 już lat.

 

Ile można testować?

Tworząc nieco bardziej rozbudowany formularz dodałem do niego kawałek kodu w JavaScript, sprawdzającego poprawność wprowadzonych danych. W naszym zespole nie było kogoś takiego jak tester (typowe dla tamtych czasów), dlatego sam zabrałem się za testowanie różnych ścieżek, w których skrypt powinien zadziałać. Zadanie to wciągnęło mnie na dłużej. Tak, że mój ówczesny szef, ogólnie całkiem miły człowiek, zadał mi ponaglające pytanie: “Ile można testować?”.

Dziś pewnie odpowiedziałbym, że testowanie jest nieskończone, a ja chcę dokładnie sprawdzić najbardziej ryzykowne scenariusze zanim wypuszczę ten formularz “na produkcję”. Ale nie znałem wówczas zasad testowania, więc to pytanie zbyłem milczeniem i zabrałem się za następne zadanie.

Wtedy oczywiście nie byłem tego świadomy, ale teraz myślę, że to był punkt zwrotny w mojej karierze. Zacząłem bardziej zastanawiać się nad testowaniem, które wydawało mi się interesujące i zgodne z moimi predyspozycjami, oraz częściej szukałem informacji na ten temat.

 

Tester oprogramowania

Wkrótce potem w serwisie z ofertami pracy znalazłem ciekawą propozycję dla początkującego testera z polskiego oddziału międzynarodowej firmy. Postanowiłem zaaplikować. Choć na rozmowie kwalifikacyjnej miałem kilka braków, to jednak dostałem dobrą ofertę zatrudnienia, którą bez wahania przyjąłem.

    A dzięki temu, że zostałem testerem:

  • zacząłem patrzeć na system informatyczny jako całość, analizując korzyści biznesowe i przyjmując perspektywę klienta,
  • pracując w międzynarodowym środowisku miałem prawdziwą motywację do intensywniejszej nauki angielskiego,
  • mogłem przejść drogę od młodszego specjalisty do lidera, poznając pozytywne i negatywne aspekty pracy testera, zarówno techniczne, jak i miękkie,
  • spotkałem wielu znakomitych testerów, w tym również tych, którzy obecnie kształtują rynek testowania oprogramowania w Polsce,
  • w czasach dużej rotacji pracowników współtworzony przeze mnie zespół był na lokalnym rynku nazywany “szkołą testerów”, co było źródłem satysfakcji, a jednocześnie poważnym wyzwaniem w obszarze ciągłej rekrutacji i wdrażania nowych osób,
  • brałem udział w wielu wydarzeniach testerskich (np. 6 razy w Testwarez i 3 razy w SkładQA), z radością obserwując przez lata jak wspaniale branża QA rozwija się w naszym kraju.

Wydaje się więc, że ta moja decyzja o zmianie zawodu w 2004 roku była słuszna 🙂

 

Kierunki rozwoju testowania

Wiele się tu zmieniało na przestrzeni ostatnich lat, ale pokuszę się o moją ocenę tego, co jest ważne.

Obecnie wyraźnie widać, że umiejętność kodowania i automatyzacji testów jest potrzebna. Ale często przeceniana, zwłaszcza przez osoby początkujące czy mniej zorientowane w zagadnieniach QA. Natomiast ja nadal uważam, że najpierw trzeba się nauczyć chodzić (czyli wykonywać i projektować testy oraz dobrze raportować defekty) zanim zacznie się biegać (czyli automatyzować, o ile w konkretnym projekcie okaże się to opłacalne).

Obserwuję też rosnącą rolę testów eksploracyjnych i testowania w kontekście (context driven testing). Myślę, że wobec specjalistów ds. jakości oprogramowania jest więcej oczekiwań związanych z kształtowaniem i optymalizacją procesów wytwarzania oprogramowania, również, a może przede wszystkim, tych automatycznych. A wraz z popularyzacją systemów o rozproszonej architekturze zauważam coraz istotniejszą wagę testów bezpieczeństwa.

Pobierz bezpłatnego e-booka dla początkjącego testera

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *